5. Wolność prywatności


Z powyższych stwierdzeń rodzi się alternatywa dla niczym nie ograniczonej wolności. Z tego co wiem, każdy może założyć swoją stronę i robić z nią co mu się podoba, o ile nie będzie łamać prawa (ale zagraniczny serwer już uniemożliwi zablokowanie treści łamiącej prawo lokalne). Co najciekawsze, na swoich stronach można w pewnym stopniu “cenzurować” innych. Należy więc rozróżnić dążenia rządu do kontroli Internetu a kasowanie reklam z własnego bloga. Z własnego forum. Gdyby człowiek nie miał możliwości zrobienia zasad na swoim małym forum, nie miał możliwości kasowania reklam, obraźliwych treści i pornografii ze swoich witryn (for, blogów itp.), byłoby to nie tylko ograniczenie wolności, ale zielone światło dla trolli a tym samym internetowa paranoja. Ktoś w końcu by się zbuntował i zaczął walczyć o wolność do “cenzury”. Stworzenie prawa, które zabrania właścicielom stron kasowania jakichkolwiek cudzych wpisów (dopiero o tym mógłby decydować sąd), chociaż się nie zapowiada by zaistniało, teoretycznie jest realne do wprowadzenia przez jakiś zakręcony wolnościowo rząd.

Można też łatwo porównać Internet z przestrzenią. Jak ktoś nieproszony zjawi się na terenie prywatnym i będzie szkodził, śmiecił, wyzywał – wyprosi się go, a rozrzucone śmieci posprząta. Dlaczego zatem należy odbierać sobie możliwość kasowania wpisów?

Mamy jakieś forum, stronę. Ma ona swoje zasady, które zazwyczaj akceptujemy i czytamy przy rejestracji (przynajmniej w teorii). Nagle w złości ponosi nas, łamiemy regulamin, i zamiast pomyśleć “przekroczyłem wyznaczoną mi granicę, granicę, którą zaakceptowałem”, to zaczyna się komunizm, cenzura, wolność słowa. Przecież jesteśmy na czyjejś stronie. Jako gość. Nasza obecność to przywilej i dobra wola właściciela serwisu. A wyskakujemy, jakby coś nam się należało. Nawet, kiedy będzie blokowana kulturalna opinia, możemy założyć własne forum i pisać tam co chcemy. Właściciel strony tego nam nie ogranicza. Gdzie jest więc cenzura? Niekiedy tylko jako usprawiedliwienie złamania regulaminu, netykiety. Nawet w przypadku blokowania negatywnej opinii o kimś na jego własnej stronie, ja bym użył słowa “prawo do cenzury” zamiast “cenzura”, chociaż irytacja jest tu całkowicie zrozumiała.

Szczególnie istotna wydaje się także wartość prywatności rozumiana jako poufność – od korespondencji, przez numer telefonu po własne myśli. Zabraniając innym rozpowszechniania naszych poufnych danych ograniczamy im wolność, ale czy poczucie braku poufności nie wydaje się straszne (a gdyby istniały urządzenia, które odczytują nasze myśli?)? Czy to szkalowana osoba musi zmieniać tożsamości, numery telefonu i adres zamieszkania a oprawcy mają być bezkarni? Chyba to idee wolności istnieją dla człowieka, a nie odwrotnie.

Wolność do określenia własnego tematu na czyimś forum omawia podrozdział “Wolność w wolności” w rozdziale “Regulamin”.

Tak czy inaczej, wciąż i wciąż użytkownicy darmowych portali będą żądać tego i tamtego od właścicieli, właścicieli, którzy sami pracowali nad wszystkim, sami opłacają serwery i niekiedy zespół moderacyjny. Ba, i to jak żądać, w tonie uciskanych związków pracowniczych, gotowych do krwawej rewolucji. Stanowiska te będą popierane przez ogół społeczności, nie zastanawiającej się nad tematem wolności ani trochę, wedle zasady: “nie popierasz to jesteś przeciwko wolności, zatem jesteś komunista”.

Wiele razy już słyszałem głosy oburzenia na osoby, które na YouTube blokują komentarze do swoich filmików.

Pozostaw komentarz

Komentarze nie są automatycznie publikowane. Regulamin publikacji komentarzy.